Wpis urodzinowy, który mówi o tym, że pozytywne myślenie z odpowiednią motywacją prowadzą do sukcesu!

edf

Pięcioletnie liceum ekonomiczne musiało zostać zakończone nie tylko maturą ale również egzaminem zawodowym. Cholera! Nie dość, że człowiek jest zestresowany całą tą sytuacją, zastanawia się jak zdać matmę, a tu jeszcze jakiś egzamin zawodowy! Dostawaliśmy wcześniej cała listę pytań, które miały znaleźć się na tym egzaminie. Nie pamiętam ile ich było, trzydzieści, czterdzieści może pięćdziesiąt. Ponieważ za bardzo byłam pochłonięta nauką, albo ściągami – nie pamiętam już 🙂 stwierdziłam, że na egzamin zawodowy podejdę na luzie, umiałam zrobić tylko Listę płac dla pracownika, pamiętałam to z lekcji, z łatwością przychodziło mi to wyliczyć. Na tyle pytań znałam odpowiedź tylko na jedno! Nie no rewelacja, przygotowałam się idealnie 🙂 Cały czas wmawiałam sobie i powtarzałam, że muszę wylosować to właśnie pytanie. Kiedy usiadłam w ławce a nauczycielka podeszła z woreczkiem, w którym znajdowały się numery pytań, zamknęłam oczy i nadal w głowie cały czas powtarzałam, aby wylosować tą Listę płac. Od tamtej pory zaczęłam wierzyć w siłę pozytywnego myślenia. Wylosowałam Listę płac i zdałam na piątkę!

Kiedy 10 lat temu zapisałam się na egzamin na prawo jazdy, zdawalność za pierwszym razem była znikoma. Nikt wtedy nie wierzył, że taka sytuacja może mieć miejsce. Chciałam zrobić prawko, bo lubiłam jeździć autem, zresztą do tej pory uwielbiam! Egzamin na prawo jazdy bardziej stresował mnie niż matura, ale oczywiście nie dopuszczałam innej myśli do głowy, iż taką, że zdam za pierwszym razem, powtarzałam to sobie dzień i noc. Część teoretyczną zdałam bezbłędnie, a kiedy całą grupą czekaliśmy na egzaminatora, z daleka widzieliśmy typa z wąsem, który zbliżał się w naszym kierunku, wtedy usłyszałam jak pozostali kursanci zaczęli mówić, że ten egzaminator jeszcze nigdy nikogo nie przepuścił za pierwszym razem, jest arogancki i strasznie się wydziera. Każdy tylko powtarzał „aby nie wyczytał mnie”. Kurde – mnie wyczytał! To co mówili inni było prawdą. Krzyczał całą drogę, był strasznie nie miły, wszystkie te słowa się sprawdziły, oprócz jednego – zdałam! Jedyna z tego dnia z całej grupy! Płakałam ze szczęścia, chociaż egzaminator zapowiedział mi, żebym ukryła swoje emocje przed innymi bo mnie obleje 🙂

Dwa lata temu z powodu złego leczenia antybiotykami moja skóra została pokryta okropnymi czerwonymi, szorstkimi, obleśnymi plamami. Diagnoza – łuszczyca! Wylądowałam w szpitalu na intensywnym leczeniu. Wyglądałam okropnie, ale nie załamywałam się. Podleczyli mnie trochę w szpitalu, po wyjściu zmieniłam diametralnie odżywianie, zastosowałam dietę bezglutenowo – beznabiałową, zero alkoholu, słodyczy, itd. Trzymałam się tego, wiedziałam, że jak się poddam, to wszystko wróci. W tej chwili cała łuszczyca została wyciszona, nie mam nawrotów, używam najlepszych produktów do pielęgnacji ciała, piję naturalny miąższ aloesowy, gdyby nawet łuszczyca chciała wrócić, to nie ma szans!

Moja ośmioletnia praca w dziale obsługi klienta przebiegała dosyć ciekawie. Poznałam tam świetnych ludzi (Michał – zawsze mnie rozbawiał do łez, Robert – Ty wiesz, Gosia z Andrzejem – zawsze mogłam liczyć na Waszą pomoc, Paweł – dzięki za te wszystkie poprawki i edycje dokumentów 🙂 ) i na początku z chęcią przychodziłam do pracy. Metale kolorowe miałam w małym paluszku 🙂 Po kilku latach, kiedy nie było już tak fajnie jak na początku, monotonia spowodowała, że myślałam ciągle o tym, aby mieć jakiś swój własny biznes, taki, który będzie sprawiać mi mega przyjemność i z czego będę mieć fajne pieniądze. Kiedy moja przygoda z firmą się zakończyła, rok później miałam już ten własny biznes, wszystko co sobie wymyśliłam – zrobiłam, wszystko to, a nawet ciut lepiej!

Kiedy rozkręcałam swój biznes i chciałam otworzyć swój Fitness, pomyślałam od razu o Bratkowicach, wynajęłam sobie salę, zakupiłam odpowiedni sprzęt fitness, rozreklamowałam się i zaczęłam prowadzić zajęcia. Nikt mi nie dawał nawet trzech miesięcy, każdy mówił, że grupa się rozpadnie, ponieważ to nie pierwsze zajęcia fitness, które tam były prowadzone. Do dziś uwielbiam prowadzić tam zajęcia, które nawiasem mówiąc mają bardzo duże zainteresowanie a minęło już 2,5 roku.

Dokładnie rok temu na Biegu Górskim w Sanoku postanowiłam, że będę biegać właśnie biegi górskie i ultramaratony. Pierwszy ultramaraton, który sobie zaplanowałam, był to Ultramaraton Podkarpacki, 12 maja. Od listopada zaczęłam intensywne treningi. 5 razy w tygodniu wychodziłam biegać bez względu na pogodę. Zamarzyłam sobie wtedy, że będę robić wszystko aby zadebiutować w najlepszym stylu i stanąć na podium. Wychodząc na treningi myślałam tylko o tym. Zajęłam drugie miejsce wśród kobiet.

Kiedy rok temu moja koleżanka z liceum zaproponowała mi biznes w Forever byłam sceptycznie nastawiona, nie zgodziłam się od razu. Długo się nad tym zastanawiałam, a teraz wiem, że to było zdecydowanie za długo. Uwielbiam Forever pod każdym względem, nie używam żadnych innych produktów, miąższ aloesowy poprawia moją wydolność, dodaje mi energii, szczególnie przed zawodami, nie korzystam z aptek, Rossmanów, itd, używam najlepszej jakości produktów, a w dodatku otworzyłam swój kolejny biznes, który rozkręcam i który daje mi świetną niezależność finansową. Dzięki Asia.

Tym wpisem chciałam Wam pokazać, że naprawdę warto myśleć pozytywnie, nie narzekać na życie, na ludzi, mieć opinię innych w dalekim poważaniu. Mam to gdzieś co ludzie o mnie myślą, najważniejsze, że znam swoje wartości i kieruję się nimi w swoim życiu nie robiąc nikomu krzywdy. Wszystkie cele, które sobie obieram, zawsze realizuję. Nigdy się nie poddaję i otaczam się świetnymi ludźmi, a przede wszystkim mam odpowiednie podejście do ludzi, do osób, które ze mną pracują, do dziewczyn, które na co dzień ze mną ćwiczą. Ludzie sukcesu zawsze są chętni pomagać innym. Pamiętam do dziś jak mój biegowy kolega zadzwonił do mnie tydzień przed Ultramaratonem Podkarpackim i powiedział mi, że jego marzeniem jest abym stanęła na podium. Otaczaj się ludźmi, którzy Cię cenią i lubią spędzać z Tobą czas. Mam super rodzinkę, świetną pracę, którą uwielbiam, bieganie, które pokochałam i optymistyczne podejście do życia.

Plany na koniec roku? Dwa ultra (chociaż jeden jest pod znakiem zapytania ze względu na złamaną kostkę) nauka pływania pod okiem instruktora, odnowiona strona internetowa, rozkręcenie biznesu z Forever, Święta w Londynie, aparat na zęby 🙂 Do grudnia się wyrobię 🙂